Co właściwie oznacza słowo „mobilność”?

To słowo wywodzi się z łaciny. Jego źródłem jest przymiotnik mobilis, oznaczający coś ruchomego, łatwego do przesunięcia. Jeszcze wcześniej pojawia się czasownik movere, czyli „ruszać”, „wprawiać w ruch”.

Jednak dziś coraz częściej zapominamy, co naprawdę kryje się za tym pojęciem. W miastach powstają Biura  mobilności Biura Polityki Mobilności i Transportu, tworzy się plany mobilności, strategie mobilności, całe urzędy budują swoją tożsamość wokół tego słowa. Tyle tylko, że współczesna debata coraz częściej sprowadza mobilność do jednej grupy użytkowników i jednego środka transportu: samochodów. – jakby tylko one były „w ruchu”.

Tymczasem mobilność to także chodzenie. To jazda na rowerze, hulajnodze, poruszanie się przy pomocy urządzeń wspomagających ruch. To codzienne przemieszczanie się ludzi, niezależnie od tego, czy idą pieszo, poruszają się rowerem, autobusem czy siedzą za kierownicą.

Dlaczego więc podczas remontów ulic, przebudów i nowych inwestycji tak łatwo o tym zapominamy? Dlaczego przestrzeń projektuje się przede wszystkim dla tych najgłośniejszych, a pomija tych najbardziej bezbronnych?

W prawdziwie rozumianej mobilności pieszy, rowerzysta, użytkownik komunikacji miejskiej i kierowca są równi. Każdy ma prawo bezpiecznie się przemieszczać. Każdy ma prawo być w ruchu.

Problemem nie są same samochody. Są one raczej skutkiem wieloletnich błędów w projektowaniu miast. Przez dekady uczono się budować drogi, ale zapominano, jak budować miejskie życie. Planistom łatwo było projektować autostrady, znacznie trudniej okazało się tworzyć przestrzenie, w których ruch samochodowy współistnieje z codziennością mieszkańców. Planiści i inżynierowie projektujący autostrady oraz ulice nie znają się na sprawnie działających miastach z samochodami czy bez nich. 

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *